Uważne jedzenie – czy można medytować jedząc obiad?
10 maja 2017
Jak nasz sposób myślenia utrudnia podejmowanie trafnych decyzji
23 maja 2017

Czy badania naukowe ułatwiają podejmowanie trafnych decyzji?

Codziennie podejmujemy wiele decyzji wpływających bezpośrednio na życie nasze, naszych najbliższych oraz innych osób wokół nas. Nie wszystkie te decyzje są równie istotne i nie wszystkim poświęcamy tyle samo uwagi. I całkiem słusznie, bo inaczej nie bylibyśmy w stanie nic zrobić. Mamy swoje przyzwyczajenia, nawyki, stałe trasy i ulubione kubki. Mamy też przekonania dotyczące tego, co jest dla nas dobre i jak powinniśmy czy chcemy żyć. Do wszystkich tych wyborów zazwyczaj łatwo się przywiązujemy – w końcu dzięki nim życie staje się prostsze. One jednak w sumie, te drobne codzienne wybory, decydują ostatecznie o jakości naszego życia.

Wiele osób w związku z tym poszukuje informacji o tym, czy jego wybory są dobre – porównujemy się w innymi, szukamy dla nich uzasadnienia, czytamy o tym, co jest zdrowe i dobrze wpływa na samopoczucie.

Jednym z ważnych źródeł informacji mogą być także badania naukowe. Dostęp do ich wyników jest teraz łatwy jak nigdy, różnego rodzaju doniesienia i raporty pojawiają się co rusz w różnych miejscach internetu. I świetnie – ja jestem orędowniczką ich wykorzystywania do podejmowania codziennych decyzji, w końcu to najlepiej sprawdzone źródła.

Z korzystaniem z badań mamy jednak problem. Czasem ich nie rozumiemy, czasem są podane w jakiś zbyt uproszczony czy wręcz zafałszowany sposób, czasem są zupełnie niezgodne z naszą intuicją albo przekonaniami na dany temat. Co więc zrobić? Czy można mimo tych wszystkich ograniczeń sięgać po wyniki badań i korzystać z nich bez obaw?

Niżej starałam się przyjrzeć różnym ograniczeniom związanym z badaniami i ich odbiorem. Być może zainspiruje Was to do przyjrzenia się własnym decyzjom pod tym kątem.

 

To nie prawda, bo u mnie jest inaczej!

Regularnie, czytając jakieś doniesienia z badań, których na różnych blogach, forach, w mediach społecznościowych jest mnóstwo, spotykam się w komentarzach z zarzutami, że wyniki są nieprawdziwe, a badania „podejrzane”, bo… „w moim przypadku jest inaczej”.

Na przykład?

Czytam artykuł o tym, że dzieci, w domach których jest często włączony telewizor, gorzej śpią i mają uboższy język – na blogu (ale przede wszystkim na fb) zaraz  podniosły się głosy, że wcale nie, że badania głupie i nietrafne, bo „moje dziecko śpi bardzo dobrze i tv wcale mu nie szkodzi”, że nieprawda, bo „moje dziecko poszerzyło słownictwo i wiele się nauczyło”, albo, że „moje dziecko nie ogląda tv a i tak słabo mówi” itp.

A przecież jedno do drugiego ma się nijak. To, że badania wskazują na istnienie jakiegoś związku między zjawiskami, nie oznacza przecież, że zawsze, wszędzie i każdy taką relację zaobserwuje. W badaniach (zazwyczaj ilościowych) porównuje się jakieś populacje i na tej podstawie wyciąga wnioski dotyczące różnic między nimi (albo ich braku). Najłatwiej zaobserwować korelację czyli związek pomiędzy jakimiś zmiennymi, co jednak wcale nie wskazuje na to, która z nich jest przyczyną, a która skutkiem. Ale tak czy inaczej, czy to jest korelacja czy związek przyczynowo-skutkowy – przecież nikt, kto mówi, że palenie tytoniu powoduje raka płuc nie twierdzi, że jakaś konkretna paląca osoba zachoruje na pewno, a jedynie, że ma na to znacznie większe szanse. Takie założenie byłoby zupełnie nieuprawnione. Podobnie z włączonym telewizorem – to, że nie szkodzi to zasobowi słownictwa jednego dziecka nie oznacza, że nie szkodzi większości (poza tym – ciekawe, czy ten zasób nie byłby jeszcze większy bez tv?).

Tak samo jest z nieuprawnionymi wnioskami dotyczącymi innych, nie przedstawionych w danym badaniu danych (to takie wyciąganie wniosków „w drugą stronę”). To, że nie palisz, nie oznacza, że na 100% nie zachorujesz na raka płuc – masz co prawda znacznie mniejsze szanse, ale gwarancji nikt Ci nie da. To że dziecko nie ogląda tv nie daje też gwarancji, że będzie krasomówcą w wieku 2 lat. Znaczenie w tych kwestiach ma tak wiele czynników, że nie można oczekiwać, aby wyeliminowanie jednego (tego badanego) na 100% wpłynęło na rezultat. Tak się na pewno nie stanie.

 

Ok, tyle wstępu, bo nie wydaje mi się, żeby mimo wszystko to brak umiejętności odczytywania wyników badań był tu kluczowym problemem (nie mówię tu o jakichś zawiłych statystykach, ale właśnie o doniesieniach w których można przeczytać informacje o ogólnych wnioskach). Oczywiście, czasem łatwo jest powiedzieć, że ludzie wyciągają jakieś nietrafne wnioski, bo są głupi i się nie znają (sama się na tym łapię, jak czasem widzę „logikę” niektórych wypowiedzi), ale – tak jak napisałam zdanie wyżej – wydaje mi się, że nie to jest sednem problemu.

 

Moja prawda jest mojsza!

Przyczyną tego, że zwróciłam na to uwagę było moje osobiste doświadczenie. Jakiś czas temu odwiedziłam bowiem lekarza. W trakcie wizyty pojawiła się w rozmowie pewna niemedyczna kwestia, co do której mam określone przekonania. Lekarz natomiast miał przekonania wręcz przeciwne. Wiedząc o tym (i spodziewając się jego stanowiska w tej kwestii) nastawiona byłam dość bojowo i gotowa byłam bronić swojego zdania. Wyszłam oczywiście zdenerwowana, przekonana o jego złej woli i niekompetencji. Akurat jednak tak się złożyło, że w tej wizycie towarzyszył mi Jacek. I jego ogląd sytuacji był o dziwo zupełnie inny. W jego oczach ja zachowywałam się konfrontacyjnie i było widać moje napięcie, natomiast lekarz starał się być bardzo delikatny i łagodnie zasugerować mi swoją propozycję. Z mojej perspektywy wyglądało to zupełnie inaczej!

Po jakimś czasie zorientowałam się jednak, że tym, co mogło spowodować, że „zaciemnił mi się obraz rzeczywistości” i źle zinterpretowałam słowa lekarza, było moje osobiste zaangażowanie w poruszoną kwestię. Ponieważ to, o czym mówiliśmy było dla mnie ważne i mam do tej kwestii emocjonalny stosunek, każde słowo odbierałam jak atak na siebie, swoje decyzje i wybory. A niewątpliwie w takiej atmosferze niełatwo zrozumieć drugą stronę i się pogadać.

Ten sam mechanizm obserwuję w osób, które zapoznają się w wynikami różnych badań. Dopóki ich zakres jest dla nas obojętny to nas „nie ruszają” i zwykle nie mamy problemu z przyjęciem do wiadomości jakichś ustaleń. Jednak, jeśli jest to sprawa dla nas osobiście ważna – zaczynamy widzieć w tych badaniach zupełnie co innego, niż reszta.

Gdybyśmy wrócili do naszych przykładów to można by powiedzieć, że najwięcej obiekcji co do związku palenia z rakiem mają palący – bo oni są osobiście zaangażowani w tę kwestię. Wyniki badań są jakie są, ich zadaniem jest opisane i wyjaśnienie jakiegoś skrawka rzeczywistości, jednak w momencie zaangażowania można poczuć się osobiście dotkniętym tym, na co wskazują. Tak, jakby ktoś nas wskazał palcem i powiedział: jesteś złym człowiekiem robiąc to, co robisz!

Poza tym, gdyby palacze faktycznie przyznali, że palenie szkodzi i sprawa jest poważna to musieliby coś z tym zrobić. A że, jako ludzie, często nie mamy ochoty myśleć o sprawach nieprzyjemnych, nie lubimy wysiłku (takim byłoby rzucanie palenia) to staramy się poradzić sobie z tą niespójnością inaczej – lekceważąc wyniki, albo swoje zachowania (słynne „na coś trzeba umrzeć” i „teraz to już nawet woda szkodzi zdrowiu”). Łatwiej odwrócić się od tego wszystkiego plecami, a w sumie często wychodzi z tego postawa w stylu: „a dajcie Wy mi wszyscy święty spokój!”

Oczywiście nie każdy tak robi, ale zdarza się to jednak dość często….

Podobnie jest z rodzicami w badaniach dotyczących tv – to oni czują się dotknięci, jakby ktoś nie tyle stwierdzał fakty, a raczej wytykał im błędy wychowawcze i karcąco kręcił głową. Inni, np. bezdzietni albo rodzice dorosłych dzieci, zazwyczaj szczególnie emocjonalnie do takich badań nie podchodzą.

Z tego wszystkiego wynika, że bardzo wiele te nasze, przeczulone reakcje mówią o nas samych, prawda? O własnej niepewności swoich wyborów, o oglądaniu się na innych, o poszukiwaniu potwierdzenia swoich przekonań.

Jeśli badania nie potwierdzają naszego stanowiska, a my na czas nie włączymy krytycznego myślenia, możemy uznać, że są dla nas zagrożeniem i je dyskredytować – nie dlatego, że wyniki są nieprawdziwe, ale po prostu dlatego, że się nam nie podobają. Oczywiście racjonalnych argumentów na obronę swojego stanowiska co niektórzy potrafią wymyślić mnóstwo – ale na początku warto odpowiedzieć szczerze, czy czasem moja reakcja nie jest spowodowana tym, że mnie te badania jakoś osobiście poruszyły?

 

Badania i doniesienia z badań w internecie – czy oni piszą prawdę?

Oczywiście to samo co opisałam wyżej można zauważyć także w przypadku osób, które identyfikują się z jakimiś wynikami i całym sercem wspierają uzyskane rezultaty. Oni też angażują się emocjonalnie, a informacje docierają do nich wybiórczo. To także bywają osoby, które wyciągają wnioski na podstawie pojedynczych obserwacji dotyczących siebie albo np. swoich najbliższych.

Co ciekawe, wcale nie dzieje się tak tylko w przypadku „laików”, naukowcy też mają różne przekonania dotyczące „obiektów” swojej pracy i czasem bardzo emocjonalnie podchodzą do badań, więc niezbyt obiektywnie reagują na sytuację, gdy ktoś np. podważa jakąś teorię. Oczywiście po to badania naukowe poddawane są różnym rygorom, żeby uniknąć wpływu jakich subiektywnych odczuć, ale tak do końca nie zawsze da się to zrobić…

Nie można z drugiej strony powiedzieć, że badania naukowe są bezbłędne i że jest to jakaś „objawiona prawda”. Im bardziej przyglądam się środowisku badaczy, jak i samym badaniom, tym bardziej sama jestem ostrożna. Zdarzają się błędy, dane są naginane, niechlujnie zbierane albo poddawane takim zabiegom statystycznym, żeby wyszło „co trzeba”. Potencjalnych wpadek w czasie całego procesu badawczego może być bardzo wiele.

Sprawy nie ułatwia też to, że często docierają do nas informacje sprzeczne, gdzieś zasłyszane i wcale niesprawdzone, podawane z trzeciej ręki, odpowiednio spreparowane, o których czytamy – co w sumie nie jest przecież dziwne – w internecie, a nie w naukowych periodykach. Takie popularnonaukowe teksty napisane są często językiem bardzo wiarygodnym, ale często spotykam się też np. na portalach czy blogach z mieszaniem informacji płynących z wyników badań oraz ich dość swobodnej (nad)interpretacji. Czytelnika coś takiego wyraźnie wprowadza w błąd, bo autor sugeruje wtedy, że jego wywody są także potwierdzone empirycznie. To już jest wyjątkowo nieetyczne.

Żeby była jasność – wiele osób robi naprawdę świetną robotę przybliżają różne wyniki badań niespecjalistom i tłumacząc je „na ludzki język”. Nie chodzi mi też w żadnym wypadku o dyskredytowanie znaczenia badań. One są bardzo ważne i potrzebne. Jeśli są publikowane w renomowanych czasopismach, przechodzą skomplikowany proces recenzji, stosowane metody badawcze zawsze muszą być opisane tak, aby ktoś inny mógł badanie powtórzyć i sprawdzić, czy uzyskane wyniki są takie same (zresztą im więcej badań potwierdzających jakąś zależność czy zjawisko tym lepiej – zwykle pojedyncze badanie o niczym nie przesądza).  Bez badań daleko nie zajedziemy, ale ani ślepe zaufanie, ani podważanie sensu ich prowadzenia nie będą sprzyjały naszemu zrozumieniu i wykorzystaniu ich w codziennym życiu.

A ekstremalny przykład tego, do czego prowadzi podważanie osiągnieć naukowych znalazłam w ostatniej Polityce (fragment możecie przeczytać tutaj), w którym był artykuł o wyznawcach „teorii” o płaskiej Ziemi. I wcale nie są to osoby niewykształcone czy żyjące gdzieś poza cywilizacją.  A dodatkowo sugerują one, że jest to tylko jedna z opinii, tak samo, jak opinią jest to, że Ziemia jest okrągła… no ręce opadają.

Dlatego też jestem zdania, że do badań sięgać trzeba, ale trzeba to robić mądrze, tak, żeby nie dać sobie wmówić jakichś bzdur.

 

Co i jak robić w takim razie czytając o badaniach?

Przede wszystkim sprawdzać, weryfikować, czy to co przeczytaliście w jakimś artykule rzeczywiście ma potwierdzenie w jakichś badaniach. Dla mnie pierwszym sitem jest obecność odniesień do literatury (czyli przypisów). Jeśli tego jest brak – nieważne, czy w książce czy w poście na fb, a autor ogranicza się do stwierdzenia, że „naukowcy udowodnili”, albo „badania potwierdzają”, to od razu wiem, że nie ma sobie sensu zawracać tym głowy. Ktoś coś usłyszał, przekręcił, podał dalej, a na końcu powstaje z tego zupełnie nieprawdziwa informacja.

Po drugie – sprawdzać do czego linkuje autor. Czasami rzeczywiście przypisy się pojawiają, bo mają „mądrze” wyglądać, ale autor nie wskazuje żadnych badań, tylko jakieś inne artkuliki… w takiej sytuacji równie dobrze mógłby tych linków nie być (chyba, że dzięki nim dotrzemy do samych badań). Jeśli linki albo przypisy do badań są podane – jest szansa, że informacje są sprawdzone.

Te dwa pierwsze kroki są dość łatwe w zastosowaniu – wystarczy minuta i wiemy z czym mamy do czynienia. Ale oczywiście to nie wszystko co można zrobić. Zdaję sobie oczywiście sprawę w tego, że nie każdy ma czas i ochotę „grzebać się” w literaturze, ale jeśli jakaś sprawa jest dla Was szczególnie ważna to warto pójść o krok dalej i zajrzeć do tych źródeł. Sprawdzić, co tak rzeczywiście jest napisane i czy pokrywa się to z tekstem artykułu w internecie, czy może autora poniosło i wyciągnął zbyt daleko idące wnioski (albo zaczął pisać równocześnie o kwestiach niesprawdzonych).

Pomóc może też zwykłe przeszukanie sieci w poszukiwaniu badań. Obecnie jest wiele wyszukiwarek artkułów np. Google Scholar, Pubmed czy liczne repozytoria. Są serwisy dla naukowców, w których zamieszczają oni swoje artykułu (np. Researchgate czy Academia). Dostęp do wiedzy więc jest, raczej musimy dbać o to, żeby się w ilości tego wszystkiego nie zgubić.

Jeśli ktoś się z kolei nie chce przebijać przez te wszystkie dane – z pomocą zaczynają przychodzić portale specjalizujące się w weryfikowaniu różnych trafiających do nas i często sprzecznych informacji. Niedawno Jacek trafił np. na portal mozgi.pl, który szczyci się tym, że rzetelnie weryfikuje różne komunikaty i przekazy. Bardzo mi się ta idea podoba.

I na koniec informacja najważniejsza: wyników, o których czytamy należy – w takim zakresie na ile jest to możliwe oczywiście – nie traktować zbyt emocjonalnie i „osobiście”. Nikt z prowadzących badania nie chciał celowo podważyć Twojego stylu życia, wyborów i sytuacji w których stawałeś. Nikt nie chce Cię oceniać. Masz prawo do swoich decyzji – do palenia, jeśli twierdzisz, że Cię to uspokaja i inaczej nie dasz rady, do puszczania dzieciom tv, żeby w spokoju wypić kawę albo żeby usłyszeć inną rozmowę niż o zabawkach i zupkach. Każdy z nas zmaga się z różnymi przeciwnościami i stara się radzić sobie jak tylko może. Nie ma jednak sensu obwiniania badań o to, że pokazują rzeczy, które nam się nie podobają. Jeśli wywołują naszą reakcję – to pewnie to, co przeczytaliśmy poruszyło jakąś wrażliwą strunę, dotknęło czegoś dla nas ważnego, może więc warto się nad tą kwestią zastanowić. Ale na spokojnie. Emocje w tym wypadku nie są dobrym doradcą, bo nie pozwalają nam obiektywnie ocenić informacji, które do nas docierają. I nie służą podejmowaniu dobrych decyzji.

Spokojne przemyślenie swojej gwałtownej emocjonalnej reakcji może nas natomiast skłonić nawet do zmiany poglądów i podjęcia określonego działania, np. rzucenia palenia jeśli chcemy zmniejszyć szanse na zachorowanie na raka płuc, czy zmiany nawyków żywieniowych jeśli chcemy uniknąć zachorowania na nowotwory. Oczywiście zazwyczaj dokonywanie tych zmian nie jest zbyt łatwe, bo siła naszych przyzwyczajeń potrafi być ogromna, ale świadoma i przemyślana decyzja w sprawie dla nas naprawdę ważnej jest bardzo dobrym początkiem. Przykładem niech będzie Jacek, którego niedawna lektura książki Jak nie umrzeć przedwcześnie (1/3 książki to przypisy!) i moje nagabywania, że w diecie jest zbyt dużo mięsa, skłoniły do codziennego zjadania tofu. I nawet mu smakuje:)

Asia

Subscribe to our newsletter

FreshMail.pl
 
Aby obejrzeć webinar podaj imię i email
Podane dane są u nas bezpieczne, będziemy wysyłać Ci tylko i wyłącznie naszą ofertę
Zapisanie się na listę oczekujących na kurs 21 kroków do wolności od lęku poprzez podanie adresu email jest dobrowolne, jest jednak wymagane aby uzyskać dostęp do uczestnictwa w webinarze.
Wpisując adres email wyrażasz zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych do celów marketingowych zgodnie z ustawą z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz.U. nr 133, poz. 883) , a także wyrażasz zgodę na otrzymywanie informacji handlowych środkami komunikacji elektronicznej wysyłanymi przez zespokojem.pl markę firmy Startup Management Jacek Sańko, Os. Kalinowe 5B/9, 62-090 Rokietnica.
Aby obejrzeć webinar podaj imię i email
Podane dane są u nas bezpieczne, będziemy wysyłać Ci tylko i wyłącznie naszą ofertę
Zapisanie się na listę oczekujących na kurs 21 kroków do życia ze spokojem poprzez podanie adresu email jest dobrowolne, jest jednak wymagane aby uzyskać dostęp do uczestnictwa w webinarze.
Wpisując adres email wyrażasz zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych do celów marketingowych zgodnie z ustawą z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz.U. nr 133, poz. 883) , a także wyrażasz zgodę na otrzymywanie informacji handlowych środkami komunikacji elektronicznej wysyłanymi przez zespokojem.pl markę firmy Startup Management Jacek Sańko, Os. Kalinowe 5B/9, 62-090 Rokietnica.
Zapisz się na nasz newsletter i pobierz materiał ekstra
Podane dane są u nas bezpieczne, będziemy wysyłać Ci tylko i wyłącznie newsletter i naszą ofertę
Zapisanie się na newsletter poprzez podanie adresu email jest dobrowolne, jest jednak wymagane aby pobrać materiał ekstra do postu.
Osoby już zapisane na newsletter również mogą go pobrać wpisując swoje imię i adres e-mail
Zapisz się na nasz newsletter i odblokuj dostęp
Podane dane są u nas bezpieczne, będziemy wysyłać Ci tylko i wyłącznie newsletter i naszą ofertę
Zapisanie się na newsletter poprzez podanie adresu email jest dobrowolne, jest jednak wymagane aby odblokować dostęp do treści.
Jeżeli już jesteś zapisany/a na newsletter podają swoje imię i adres e-mail a system zapamięta Twoje dane.
Aby obejrzeć webinar podaj imię i email
Podane dane są u nas bezpieczne, będziemy wysyłać Ci tylko i wyłącznie naszą ofertę
Zapisanie się na listę oczekujących na kurs 21 kroków do życia ze spokojem poprzez podanie adresu email jest dobrowolne, jest jednak wymagane aby uzyskać dostęp do uczestnictwa w webinarze.
Wpisując adres email wyrażasz zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych do celów marketingowych zgodnie z ustawą z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz.U. nr 133, poz. 883) , a także wyrażasz zgodę na otrzymywanie informacji handlowych środkami komunikacji elektronicznej wysyłanymi przez zespokojem.pl markę firmy Startup Management Jacek Sańko, Os. Kalinowe 5B/9, 62-090 Rokietnica.
Aby obejrzeć webinar podaj imię i email
Podane dane są u nas bezpieczne, będziemy wysyłać Ci tylko i wyłącznie naszą ofertę
Zapisanie się na listę oczekujących na kurs 21 kroków do życia ze spokojem poprzez podanie adresu email jest dobrowolne, jest jednak wymagane aby uzyskać dostęp do uczestnictwa w webinarze.
Wpisując adres email wyrażasz zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych do celów marketingowych zgodnie z ustawą z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz.U. nr 133, poz. 883) , a także wyrażasz zgodę na otrzymywanie informacji handlowych środkami komunikacji elektronicznej wysyłanymi przez zespokojem.pl markę firmy Startup Management Jacek Sańko, Os. Kalinowe 5B/9, 62-090 Rokietnica.
Aby obejrzeć webinar podaj imię i email
Podane dane są u nas bezpieczne, będziemy wysyłać Ci tylko i wyłącznie naszą ofertę
Zapisanie się na listę oczekujących na kurs 21 kroków do życia ze spokojem poprzez podanie adresu email jest dobrowolne, jest jednak wymagane aby uzyskać dostęp do uczestnictwa w webinarze.
Wpisując adres email wyrażasz zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych do celów marketingowych zgodnie z ustawą z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz.U. nr 133, poz. 883) , a także wyrażasz zgodę na otrzymywanie informacji handlowych środkami komunikacji elektronicznej wysyłanymi przez zespokojem.pl markę firmy Startup Management Jacek Sańko, Os. Kalinowe 5B/9, 62-090 Rokietnica.